SP2KDS

Trójmiejskie Stowarzyszenie Krótkofalowców

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Wielka wyprawa latarniana Trójmiejskiego Stowarzyszenia Krótkofalowców w Gdańsku

Email Drukuj PDF

W dniach 31 lipca - 18 sierpnia 2002 r. miała miejsce Wielka Wyprawa Latarniana Trójmiejskiego Stowarzyszenia Krótkofalowców w Gdańsku. Grupa gdańskich krótkofalowców postanowiła pracować z 11 czynnych latarni morskich, począwszy od Krynicy Morskiej aż do Świnoujścia.
Jak wyglądały przygotowania do pracy na latarniach, kto oprócz SP2NBI, SP2HAV i SQ2BXI brał udział w wyprawie, dowiemy siê z relacji Stanisława Leszczyny SQ2EEQ.

 

Kupiliśmy używaną przyczepę kempingową. Mogą inni jeździć na wyprawy, możemy i my. Nie, nie od razu na VP8, ale np. wszystkie polskie latarnie morskie za jednym zamachem...? Pomysł chwycił, ustaliliśmy skład dwóch ekip: pierwsza wyruszy z Gdańska do Krynicy Morskiej i będzie "zaliczać" co drugą latarnię (z pominięciem Półwyspu Helskiego) aż do Świnoujścia, druga wróci do domu, pracując z pominiętych latarni, łącznie z półwyspem. Zakończenie wyprawy w Porcie Północnym, w dniach Międzynarodowego Weekendu Latarnianego, 17-18 sierpnia 2002 r.


Krynica Morska
Ruszyliśmy 31 lipca, pierwsze emocje - przeprawa promem przez Wisłę tuż przy ujściu do morza - na wodzie nigdy nic nie wiadomo, pierwsze koszty (opłata za przeprawę, bilety dla skarbnika!). Meldujemy się w Krynicy Morskiej. Latarnik, wielce przyjazny krótkofalowcom pan Marczak, udostępnia pomieszczenie. Godzinę później Marcin SQ2BXI robi pierwsze łączności na 145MHz, po następnych kilkunastu minutach rusza KF. Antena zamocowana do galerii latarni, transceiver Icom 738, "gołe" 100 watów. Słychać dobrze, dla nas raporty zdecydowanie ponad S9. Odwiedzają nas koledzy z południa Polski - Józek SP9CAT/2 otrzymuje od ręki latarniany dyplom LH 109, Andrzej SP9XUD robi pamiątkowe zdjęcia wszystkim obecnym, przy mikrofonie zwija się Marek SQ5GLB ("... do latarni morskich mam osobisty i bardzo emocjonalny stosunek. Do tej pory widziałem tylko ich światła...."). Przed północą powrót do Gdańska. Po drodze kontrola policyjna z okazywaniem dokumentów na urządzenia i pozwoleń krótkofalarskich (warto mieć je przy sobie, byłyby kłopoty, gdybyśmy ich nie posiadali...) i niebawem zasypiamy - tym razem jeszcze w swoich domach.
Następnego dnia na trasę do Świnoujścia rusza ekipa w składzie Jurek SP2NBI, Krzysztof SP2HAV, Marcin SQ2BXI, no i Marta, siedmioletnia córka Krzysia - na razie bez znaku.


Rozewie
Przylądek Rozewie osiągamy po niespełna dwóch godzinach - kolejna godzina to rozstawianie sprzętu, ekwilibrystyczne popisy Marcina mocującego antenę do lokalnego UKF na 22-metrowej kratownicy po starej antenie radiolatarni średniofalowej, jeszcze dwa dipole na 3,5 i 7MHz, doprowadzenie zasilania i o 15.07 UTC - pierwsza łączność KF z Andrzejem SP2NBH, naszym "technicznym". Wydmuch dobry mimo pracy bez wzmacniacza (mamy ze sobą AV76), raporty na KF-ie S9 z plusami, żadnych zakłóceń. Na 2m, dzięki wysoko zawieszonej, choć skromnej antenie osiągamy bez trudu 80-100km.
Do ekipy dołącza Marek SQ5GLB - nie mógł opuścić królowej polskich latarni. Pracuje krótko, przed nocą musi wrócić do Ostródy, a to ponad 200km. Kończymy grubo po północy, Marta od dawna śpi w swoim namiocie, jeszcze pogawędki, ustalenia - co robimy z butami i skarpetami - "na zewnątrz, koledzy, na zewnątrz!" - i zasypiamy.


Czołpino
Pobudka nie skoro świt, ale wcześnie, piękny słoneczny dzień, przed nami Czołpino. Do latarni zbliżamy się około szesnastej. Zbliżamy, bo podjechać nie sposób. Park krajobrazowy, rezerwat przyrody, wydmy, do latarni ponad kilometr. Teraz wiemy, dlaczego tak wiele poprzednich ekip pracowało "z najbliższego otoczenia latarni"... To bezpieczne sformułowanie z regulaminu dyplomu QRV Lighthouses SP jest dla nas nie do przyjęcia. My nie damy rady? Na parkingu, w odległości ok. 1200m od latarni, zakładamy "dolny obóz". Do pokonania - oprócz kilometra dzielącego od latarni - mamy kilkadziesiąt metrów przewyższenia. Ponadto upał, piach po kostki, kilogramy sprzętu do przeniesienia, w tym akumulatory, maszty, dwie anteny, dwa TRX-y, stolik, krzesełka, zapasy żywności, woda i inne płyny niezbędne do przeżycia...
 Za pierwszym razem rozkładamy się na godzinę. Wystarczająco długo, żeby przekonać się o powodzeniu, jakim w eterze cieszy się ta latarnia, szczególnie na CW. Postanawiamy zostać tu cały następny dzień. Około godz. 19, ponaglani przez latarników, schodzimy do obozu na dole. Kolacja, szybko stawiamy maszt pod anteny KF-owe; obsługa pobliskiego baru użycza prądu, warunki propagacyjne niezłe. Po raz pierwszy słyszymy Stanisława SQ2EEQ, który zamiast być tu z nami, został w domu. Prawda, że nie chciał, ale tu go nie ma... Za to słychać na +30dB! Sprawa szybko się wyjaśniła - mieszkający w pobliżu Piotr SP2AQP użyczył swojego QTH, sprzętu, lodówki... Sam przy okazji wciągnął się w "zaliczanie" latarni.
 Umawiamy ze Stanisławem codzienne skeedy. Relacje z trasy, wymiana pilnych informacji domowych, również tych przydatnych zmiennikom. Wiele stacji z Polski dowiadywało się szczegółów związanych z pracą ekspedycji właąnie przy okazji tych spotkań, niekiedy aktywnie w nich uczestniczyło. 
Następnego dnia rankiem transport sprzętu pod samą latarnię, instalujemy anteny na 3,5 i 7MHz. Latarnicy użyczają prądu, nadajemy pełną mocą, akumulatory nie są potrzebne. Odwiedza nas Bogusław SQ9LGM - ksiądz z Krakowa. Przyjechał dosłownie na chwilę - kończy już letni pobyt w okolicy i wraca do Krakowa.
Pracujemy na różnych pasmach do wieczora, wiele łączności na CW. Po zamknięciu latarni schodzimy do dolnego obozu, skąd jeszcze nadajemy do północy.


Jarosławiec
W niedzielę 4 sierpnia po śniadaniu wyjeżdżamy do latarni w Jarosławcu, po drodze w Ustce spotkanie z Andrzejem SP1JX. Gratulujemy zdobycia dyplomu TOP CLASS - za łączności ze wszystkimi latarniami przeprowadzone telegrafią. Dzień wcześniej to podwyższenie zrobił Zygfryd SQ2AJI ze Stegny. Obaj są pierwszymi operatorami, którzy po czterech latach trwania programu latarnianego osiągnęli najwyższy stopień dyplomu LIGHTHOUSES SP. 
W południe meldujemy się w latarni Jarosławiec. W porównaniu z Czołpinem warunki komfortowe - ciepła woda, sanitariaty, prąd bez ograniczeñ, wszystko z polecenia Zdzisława SP1II. Korzystamy głównie z anteny na stałe pozostawionej przez Zdzisława do dyspozycji ekip odwiedzających "jego" latarnię. Pracujemy początkowo na "siódemce", później na "osiemdziesiątce". Marcin, zachęcony dobrą propagacją, działa na dwóch metrach. Odwiedza nas przebywający na urlopie SP7TOR z małżonką oraz dwóch operatorów klubowej stacji SP6ZDA z Wrocławia - SQ6ELB i SQ6GCS. Łączności kończymy kilka minut przed pierwszą w nocy. Rano wyprawa nad morze do rybaków po świeżą rybę. Kulinarny popis Jurka - dorsz na gorąco z przystawkami, Marcin pierwszy raz najadł się do syta. Po śniadaniu wyjeżdżamy do Gąsek.


Gąski
W Gąskach anteny udaje się zawiesić wyjątkowo wysoko, zaczynamy pracę w eterze już o wpół do pierwszej. Jest prąd, "socjal" w normie, urządzenia sprawne, wszyscy zdrowi, na zmianę chodzimy do morza na kąpiele. Gdyby jeszcze ktoś za nas robił posiłki... Gościmy przez chwilê Włodka SP7NWM. Wieczorne "służbowe" spotkanie z SQ2EEQ to okazja do wymiany kilku istotnych informacji, Jurek odbiera ciepłe słowa od XYL Ani SQ2DOX, około północy eter się wycisza, jako ostatnia zgłasza się stacja SP3DOQ. łączność zaczyna się niewinnie i typowo, ale w miarę upływu czasu tematów coraz więcej. Mija jeden kwadrans, drugi, trzeci... Sympatyczne QSO trwa ponad dwie godziny!


Niechorze
Po byle jak przespanej nocy (no, nie wszyscy - Marta się wyspała!) wyjątkowo późno, bo ok. godz. 14 ruszamy w kierunku Niechorza.
 O szesnastej jesteśmy na miejscu. Wieszamy obie anteny ukośnie (dipole - slopery?) w dół od połowy latarni do płotu (to nasz latarniany standard!), Marcin instaluje UKF na wierzchołku latarni, w eterze tłok, na dworze - gorąco. Od siedemnastej jesteśmy QRV, nie nadążamy z przechodzeniem na CW, niekiedy pozostajemy w miejscu zakończonej łączności na SSB i powtarzamy ją (na życzenie) telegrafią. Z krótką wizytą wpada Krzysiu SP1MVG. Zasiada za mikrofonem naszego Icoma i robi łączności na KF-ie w tempie i stylu właściwym dla radiooficerów naszej (byłej, niestety...) floty. Zawodowiec, miło popatrzeć, posłuchać też. Kawa, herbata, szklanka piwa - Krzysiu żegna siż i zostajemy sami. Jeszcze godzina w eterze, służbowa łączność ze Stanisławem (przy okazji kolejny raz zaliczył sobie naszą stację na CW, tak to chytrze wymyślił...) i oprócz Marcina, który ze względu na bardzo dobrą propagację nie kończy zmagań na UKF-ie, zabieramy się do organizacji party - na cześć naszych gospodarzy. Możliwości może i skromne, jednak - miejsce, towarzystwo, Marta Niekłopotliwa, pogoda, wyniki Marcina na 2m (jest propagacja!) - wszystko to razem usposabia nas wyjątkowo życzliwie do świata i ludzi. Imprezę na trawniku przed latarnią koñczymy grubo po północy.
Rano kąpiel w morzu, setki plażowiczów, kolorowo i dużo głośnej muzyki - tak żegna nas Niechorze. Przed nami ostatnia latarnia - Świnoujście. Najwyższa, najmniej nam znana, położona na wyspie, czy można będzie nadawać? - w samochodzie tym razem jakby ciszej.


Świnoujście
Na miejscu jesteśmy około trzynastej. Obawy się potwierdzają - nie mamy zgody latarników na nadawanie. Z pomocą przychodzi Andrzej SP1RWK, prezes Towarzystwa Przyjaciół Latarni Morskich. Zaprasza nas do pomieszczeń Towarzystwa, sam łapie za telefon. Zaskoczeni bogactwem zbiorów oglądamy dziesiątki eksponatów, na ącianie, oprócz innych, wiszą m.in. nasze dyplomy. Około szesnastej wraca Andrzej - można nadawać. Uff... Od szesnastej pracujemy na pasmach, początkowo tylko "siódemka", od osiemnastej głównie 3,7MHz.
Czwartek, 8 sierpnia, jest dniem wymiany ekip. Jurek z Marcinem wypływają do zachodnich sąsiadów na zakupy. Wiadomo jakie, stateczek to strefa wolnocłowa. Po trzech godzinach wracają obładowani i baaardzo zadowoleni, chociaż z wyraźnymi objawami choroby morskiej (?). 
Meldują się zmiennicy - Piotr SP2AYC, Witek SP2MHC z synem Michałem i Krzysztof SP2HAR. Przekazujemy sprzęt, o czternastej jedni wyjeżdżają do domu, drudzy oswajają się z miejscem i podejmują pracę. Krzysztof SP2HAR sprawdza samochód. Są problemy - po drodze w Koszalinie dwie godziny trwała naprawa rozrządu, w tej chwili wydaje się, że jest OK. To znaczy, NAM się tak wydaje...


Kikut
W nowym składzie ruszamy do latarni Kikut - jednej z rzadziej słyszanych na pasmach. Już wiemy, dlaczego - latarnia jest bezobsługowa, klucze do niej ma ktoś z dyrekcji w Świnoujściu, podjazd trudny, nie ma prądu. Rozwijamy polowe stanowisko operatorskie, ze wzglądu na porę dnia wieszamy antenę tylko na 7MHz i pracujemy od 13 do 16. Łączności sporo, w tym wiele telegraficznych. Uznajemy, że Kikut zaliczony, zwijamy sprzęt i ruszamy dalej. Wieczorem jesteśmy już w Kołobrzegu. Warunki pobytu zasadniczo inne, wieszamy anteny na oba pasma, o dziewiątej Piotr nawiązuje służbową łączność ze Stanisławem. Na paśmie sporo stacji słuchających kolejnej relacji z ekspedycji i zainteresowanych pracą właśnie z naszą wyprawą, są pytania o pracą z Kikuta - wyjaśniamy, że już tam byliśmy, teraz właśnie pracujemy z latarni w Kołobrzegu, rano ruszamy nadawać z Darłowa, a wieczorem z Ustki. Stanisław coś tam mówi o konieczności dłuższych pobytów na latarniach, ale słabo się słyszymy i umawiamy na łączność następnego dnia wieczorem. Będziemy bliżej, to i słychać bćdzie lepiej.


Darłowo
Ten następny dzień to sobota, 10 sierpnia. Na sześć kilometrów przed celem - latarnią morską w Darłowie - samochód odmawia posłuszeństwa. Stoimy na skrzyżowaniu, podjeżdża policja, ledwie wybroniliśmy się przed mandatem za utrudnianie ruchu. Dokładnie w tym momencie z naprzeciwka nadjeżdża Hirek SP6MLU. Kilka dni wcześniej spotkaliśmy siê w Gdańsku, pomagaliśmy mu zainstalować się na "Sołdku" - teraz on ratuje nas z ciężkiej opresji. Przerywa podróż, holuje do latarni najpierw nasze zepsute auto, potem przyczepę, upewnia się, że więcej nie może już pomóc i dopiero wtedy, po kilku godzinach, wraca na swoją trasę. Dziękujemy Ci, Hirku! 
Z mieszanymi uczuciami instalujemy się na latarni - warunki socjalne doskonałe, przychylna obsługa, ale auto niesprawne... Wieszamy oba dipole - na 3,5 i 7MHz, około wpół do ósmej nawiązujemy pierwsze łączności. Odwiedzajś nas koledzy Andrzej SP5XSD z Ostrołęki i Lars DH1LL. Darłowo świętuje - sobotni letni wieczór, środek sezonu, mnóstwo wczasowiczów, okolice latarni oflagowane, spacerowicze z nieukrywanym zaciekawieniem obserwują naszą aktywność, sygnały telegraficzne rozchodzą się w promieniu kilkudziesiêciu metrów, słychać komentarze typu: "to jeszcze używa się Morse'a?". Ano używa, używa...


Ustka
W niedzielne południe, prowizorycznie naprawionym samochodem, ruszamy dalej. Wolniutko, z licznymi postojami po drodze, docieramy do Ustki. Niedawno zatrudnione małżeństwo latarników nie widzi możliwości udostępnienia nam latarni. Prąd? Tylko dyrektor może zezwolić... Toaleta? Proszę bardzo, trzecia ulica w lewo, tam jest jeszcze czynny bar mleczny... Rzeczywiście, nie mamy zgody dyrekcji, szybkie telefony niczego nie załatwiają (dyrekcja na urlopie), nasz samochód uszkodzony... Podejmujemy trudną decyzję o przerwaniu wyprawy, o trzeciej nad ranem wjeżdżamy do Gdańska.


Gdańsk
Ponownie spotykamy się w dniach weekendu latarnianego (w tym samym czasie zawody Polnego Dna) na terenie latarni Portu Północnego. Nim wszystko ruszyło, trzeba było dowieźć podstawę anteny obrotowej, która została w garażu, naprawiać obie Yagi, w których SWR był większy od 4 (kto by przypuszczał...), uzupełnić maszt o repetytor wskazań, bo sterownik był, ale od innego modelu... Pracujemy przemiennie w Polnym Dniu (jaki trudny regulamin, hi...), weekendzie latarnianym (Janek SP1JKF zrobił brakującą na CW naszą latarnię i zdobył podwyższenie TOP CLASS, gratulujemy!), od dziesiątej wieczorem do pierwszej po północy w zawodach na 2 metrach. Piękna, ciepła noc w tym urokliwym, industrialnym otoczeniu, minęła bardzo szybko. Rano trzecia tura zawodów i od tego momentu pełny relaks - radiowe wspominki, zdjęcia, kąpiele w morzu. Na trawniku przed domkiem latarnika pracują na zmianę dwa urządzenia, wśród operatorów rej wodzi Witek SP2MHC. Próbuje różnych anten, nadaje głównie telegrafią - 7/14/18MHz - ma bardzo wielu korespondentów, słychać latarnie z niemal wszystkich kontynentów. O szesnastej kończymy pracę, po godzinie spakowani opuszczamy obiekt. Bilans wyprawy to ponad dwa tysiące łączności przeprowadzonych przez ośmiu klubowych operatorów z 11 czynnych latarni morskich, dziesiątki osobistych kontaktów, wiele wspomnień i ciekawych przeżyć. Mośe znów w przyszłym roku...?


Stanisław Leszczyna SQ2EEQ

LAST_UPDATED2  

Najbliższe zdarzenia

Pią Maj 25 @18:00 - 11:00
Spotkanie klubowe

Logowanie

GTranslate

Licznik odwiedzin